Bestios Białystok górą w starciu z Metrem

Mimo świetnego otwarcia sobotniego spotkania, siatkarze KS Metro Warszawa ulegli w czterech setach drużynie Bestios Białystok i spadli na czwarte miejsce w tabeli grupy drugiej. Choć pierwszy set – wygrany w dobrym stylu do 17 – nie wróżył gospodarzom niczego złego, to w pozostałych minimalnie lepsi okazali się goście i to oni zainkasowali pełną pulę punktów (25:17, 23:25, 23:25, 23:25).

Premierowa partia zdecydowanie należała do podopiecznych trenerów Wojciecha Szczuckiego i Tomasza Walendzika. Pomimo delikatnych problemów na starcie (5:7), stołeczni siatkarze szybko zdołali uporządkować swoją grę i prezentując naprawdę solidną siatkówkę, stopniowo powiększali przewagę. Dobrze prezentowali się w polu zagrywki, czym utrudniali rywalom wyprowadzenie regularnych akcji. Dodatkowo byli skuteczni na kontrach, a to już idealna recepta na zwycięstwo. Nie pozostawiając żadnych złudzeń, zwyciężyli do 17.

Drugi set nie wyglądał już tak dobrze w wykonaniu warszawiaków. Z kolei przyjezdni nieco się rozegrali, co sprawiło, że poziom gry bardzo się wyrównał. Początkowo wynik wskazywał na korzyść Bestiosu (3:6, 12:8), jednak w połowie partii gospodarze zdołali doprowadzić do remisu, a po wygranej przez Cackowskiego walce na siatce wyszli nawet na prowadzenie (16:15). Dało to nadzieję na powrót do gry z początku spotkania, ale po chwili aż trzy kolejne kontry wykorzystał Ignaciuk i metrowi znów musieli gonić wynik. Udało im się to błyskawicznie, bo po zablokowanym ataku ze środka było już po 20. Ostateczny rezultat był więc sprawą otwartą do samego końca. Jak się później okazało, więcej zimnej krwi zdołali zachować przyjezdni, którzy po ataku Ignaciuka z prawego skrzydła odnieśli zwycięstwo do 23.

Trzecia partia – świetnie rozpoczęta przez Cackowskiego, ponownie dawała miejscowym nadzieję na pozytywne rozstrzygnięcie – 8:3. W ich działaniach brakowało jednak konsekwencji, przez co przewaga dość szybko została roztrwoniona. Do gry wdarło się dużo niedokładności, głównie w polu zagrywki –  obie drużyny były pod tym względem równe. Pomimo sporych problemów ekipa Metra przez długi czas utrzymywała minimalną przewagę. Dopiero przy stanie 21:21 po bardzo długiej i wyczerpującej wymianie szczęście przestało jej sprzyjać. Bestios objął prowadzenie i nie oddał go już do końca partii, kończąc ją wybiciem piłki po bloku na aut i tym samym obejmując prowadzenie w meczu 2:1.

Przyjezdni poszli za ciosem i już na początku czwartego seta odskoczyli na kilka punktów (3:6, 6:10). Metrowcy jednak nie zamierzali poddać się bez walki. Trener Szczucki desygnował do gry Rafała Berwalda i okazało się to świetnym posunięciem, bo gospodarze błyskawicznie odrobili straty, a nawet wyszli prowadzenie 12:11. Później gra toczyła się niemalże punkt za punkt. W końcówce jednak szczęście znów uśmiechnęło się do gości. W decydującej akcji atakiem z krótkiej popisał się Adam Zaręba, dzięki czemu jego drużyna zwyciężyła w tym secie ponownie do 23 i w całym meczu 3:1.

Porażka na własnym parkiecie nie obeszła się, niestety, bez konsekwencji. Sytuacja w środkowej części tabeli jest dość dynamiczna, a w wyniku przegranej drużyna KS Metro Warszawa spadła na czwartą pozycję. Był to ostatni w tym roku mecz na Ursynowie. Kolejną szansę na podreperowanie dorobku przed własną publicznością stołeczni siatkarze będę mieli 4. stycznia już 2020 roku, kiedy w derbowym pojedynku zmierzą się z Legią Warszawa. Mecz zaplanowano na godzinę 17.00. Natomiast ostatnie spotkanie przed świąteczna przerwą metrowcy rozegrają na wyjeździe w sobotę – 21 grudnia, zmierzą się z liderem tabeli BASem Białystok.

Relacja: Daria Mikołajczak
Zdjęcie: Anna Klepaczko / LUMIKA / KS Metro Warszawa

Polub i udostępnij:
20
FACEBOOK
INSTAGRAM